Rozmowa z Moniką Tramś - o przechodzeniu między światami, sztuce jako energii dla biznesu i nowym modelu kobiecego przywództwa.
Pani droga zawodowa nie była oczywista. Zaczynała Pani w świecie sztuki, dziś działa Pani w międzynarodowym środowisku biznesowym i inwestycyjnym. Jak wyglądała ta transformacja?
Nigdy nie myślałam o swojej drodze zawodowej w sposób linearny. Raczej jak o procesie łączenia pozornie odległych światów. Kierowała mną ciekawość. Zaczynałam w środowisku kultury i sztuki współczesnej, instytucji publicznych, a potem prywatnego mecenatu, współpracując z artystami, kuratorami oraz galeriami sztuki w Polsce i na świecie. To był niezwykle intensywny czas - intelektualnie i emocjonalnie.
Sztuka uczy bardzo szczególnego rodzaju uważności. Patrzenia głębiej. Rozumienia kontekstu, emocji, napięć społecznych i kulturowych. Wbrew pozorom to są kompetencje bardzo potrzebne później w biznesie.
Z czasem zaczęłam interesować się tym, co dzieje się na styku kreatywności i strategii. Fascynowało mnie budowanie nowych marek, projektów, ale również obserwowanie globalnych trendów inwestycyjnych - tego, jak zmienia się sposób myślenia o kapitale, jakości życia czy mobilności. Naturalnie weszłam więc w obszar marketingu, komunikacji, a później międzynarodowego rynku nieruchomości.
Brzmi to tak, jakby sztuka nigdy tak naprawdę nie zniknęła z Pani życia.
Bo nie zniknęła. Zmieniło się tylko medium. Uważam, że każdy odpowiedzialny lider powinien rozwijać swoją kreatywność i myśleć jak artysta w poszukiwaniu nowych rozwiązań biznesowych. Tworzenie wizji, budowanie relacji, praca z energią ludzi, podejmowanie ryzyka to proces bardzo bliski procesowi twórczomu, bo próbujemy wykreować coś, czego wcześniej nie było.
Czy doświadczenie świata sztuki realnie pomaga w biznesie?
Kontakt ze sztuką rozwija neuroplastyczność naszego mózgu, uczy elastycznego myślenia, pracy z nieoczywistością. A współczesny biznes właśnie tego dziś potrzebuje - ludzi, którzy potrafią łączyć analitykę z intuicją. Często mówi się o "miękkich kompetencjach", ale ja nie lubię tego określenia. Empatia, zdolność obserwacji, wyczucie komunikacji czy umiejętność budowania relacji to nie są dodatki do biznesu. To razem z troską o środowisko, fundamenty nowoczesnego przywództwa.
Jak opisałaby Pani swój styl zarządzania?
Bardzo ważna jest dla mnie inspiracja. Kiedy pracujemy nad projektami w różnych miejscach Europy, zawsze staram się poznawać lokalny kontekst - architekturę, sztukę, historię, sposób życia mieszkańców. Odwiedzamy galerie, muzea, obserwujemy przestrzeń miejską. Nie da się budować dobrej strategii bez zrozumienia kultury miejsca.
Steve Jobs mówił, że "design nie jest tym, jak coś wygląda, ale jak działa". To zdanie bardzo dobrze oddaje moje podejście do biznesu.
W Pani wypowiedziach często pojawia się temat inwestowania - zarówno w sztukę, jak i nieruchomości zagraniczne. Czy widzi Pani między nimi wspólny mianownik?
Żyjemy w czasach, w których coraz więcej osób myśli o kapitale globalnie. Dywersyfikacja przestała dotyczyć wyłącznie instrumentów finansowych - dziś obejmuje również styl życia, mobilność, bezpieczeństwo geograficzne czy jakość otoczenia.
Sztuka i nieruchomości należą do grupy aktywów alternatywnych, które mają nie tylko wartość ekonomiczną, ale również kulturową i emocjonalną. I właśnie dlatego są tak interesujące.
Rynek sztuki od lat przyciąga inwestorów szukających aktywów mniej zależnych od krótkoterminowych wahań finansowych, rozwija się rynek sztuki NFT. Z kolei nieruchomości zagraniczne stały się dla wielu osób sposobem na dywersyfikację kapitału oraz budowanie bezpieczeństwa i większej niezależności. Szczególnie dziś, w świecie dużej zmienności geopolitycznej. Portfel inwestycyjny jest pewnego rodzaju kompozycją. To balans pomiędzy bezpieczeństwem a odwagą, stabilnością i wizją przyszłości.
Wspomniała Pani kiedyś, że podróże są formą inwestycji w siebie.
Podróże rozwijają naszą perspektywę szybciej niż cokolwiek innego. Hiszpania nauczyła mnie większej swobody myślenia i innego podejścia do jakości życia. Z kolei Nowy Jork był dla mnie doświadczeniem niemal emblematycznym 0 to miasto ma niezwykłą intensywność, która uruchamia w nas nieznane dotąd pokłady.
Dużą inspiracją są również dla mnie lokalni artyści - to oni balansują na granicy ryzyka i niepewności. A to są doświadczenia niezwykle bliskie przedsiębiorczości. Ogromny wpływ miał też na mnie mój ojciec, związany przez lata z administracją publiczną i strukturami samorządowmi, przez co od bardzo młodych lat obserwowałam świat dyplomacji i polityki. Myślę, że to nauczyło mnie sztuki negocjacji, a także poruszania się pomiędzy różnymi środowiskami.
Jaką radę dałaby Pani dziś młodym kobietom, które chcą budować własną pozycję w biznesie lub inwestowaniu?
Przede wszystkim - żeby nie czekały na pozwolenie. Mam poczucie, że kobiety w Polsce bardzo często są świetnie przygotowane, mają szerokie kompetencje, ale czekają na moment, w którym ktoś z zewnątrz potwierdzi ich umiejętności. Przyszłość biznesu będzie należała do ludzi, którzy potrafią integrować różne światy - emocje i liczby, kulturę i technologię, lokalność i globalność. I myślę, że kobiety mają do odegrania w tym procesie bardzo ważną rolę.
A czym dziś jest dla Pani sukces?
Momentem, w którym to, co robię zawodowo, pozostaje w zgodzie z tym, jak myślę o świecie. Kreowaniem wartości. Sztuka oraz twórcy nauczyli mnie pracy z niepewnością 0 i to jest jedna z najbardziej niedocenianych kompetencji w biznesie, która ja wnoszę w każdy projekt. Nie wszystko da się przewidzieć, ale można stworzyć warunki, w których dobre rzeczy mają szansę się wydarzyć mimo globalnego chaosu. Motywuje mnie budowanie połączeń, dobrych relacji oraz tworzenie satysfakcjonujących rozwiązań dla polskich inwestorów czy kolekcjonerów.